Wędkowanie w północnej Norwegii. Wyspa Senja, wioska rybacka Gryllefjord. Wynajem domu, łodzi, sprzętu - wszystko co potrzebne do wędkowania i komfortowego pobytu. Dom rybaka do Twojej dyspozycji. Przestronny trzypiętrowy dom w pobliżu brzegu fiordu. Łowienie ryb w Norwegii, na wyspie Senja. Łowienie trofeów w Norwegii.
Jednodniowe Wyprawy Wędkarskie w Tajlandii 1 dniowe połowy ogromnej płaszczki ogończej w rzece Ban Pakong. Cena pakietu: 1660 PLN/osoba 1300 PLN/2 osoby łowiące Osoba towarzysząca/nie łowiąca GRATIS Pakiet wędkarski zawiera: - odebranie z hotelu w Bangkoku i przejazd klimatyzowanym pojazdem, - sprzęt wędkarski i przynęty, - korzystanie z 2 łodzi o długościach 10 i 30 stóp, - kamizelki ratunkowe na łodzi, - opieka minimum 4 przewodników, podczas połowów, - 10 godzinne połowy (nie wliczając dojazdu), - powrót do hotelu klimatyzowanym pojazdem. 1 dniowe połowy arapaimy i innych ryb drapieżnych w jeziorze IT Monster Predator w Ratchaburi. Cena pakietu: 1626 PLN/osoba 1300 PLN/2 osoby łowiące Osoba towarzysząca/nie łowiąca GRATIS Pakiet wędkarski zawiera: - odebranie z hotelu w Bangkoku i przejazd klimatyzowanym pojazdem, - sprzęt wędkarski i przynęty żywe jak i martwe (2 wędki), - opieka przewodnika podczas połowów, - połowy trwają od do (nie wliczając dojazdu), - powrót do hotelu klimatyzowanym pojazdem (2 godziny). 1 dniowe połowy olbrzymiego karpia Siamese i suma Mekong w legendarnym jeziorze Bungsamran. Cena pakietu: 500 PLN/2 osoby łowiące Pakiet wędkarski zawiera: - transfer z i do hotelu - sprzęt wędkarski (2 wędki), - 50 kg lokalnej przynęty, - 10 godzinne połowy (nie wliczając dojazdu). 1 dniowe połowy olbrzymiego suma Chaophraya i suma Mekong w legendarnym jeziorze Bungsamran. Cena pakietu: 770 PLN/osoba Pakiet wędkarski zawiera: - odebranie z hotelu w Bangkoku i przejazd klimatyzowanym pojazdem, - sprzęt wędkarski i przynęty (2 wędki), - opieka przewodnika podczas połowów, - 10 godzinne połowy, - powrót do hotelu klimatyzowanym pojazdem. 1 dniowe wędkowanie na spinning i muchowe na Barramundi w Ban Pkong Cena pakietu: 915 PLN/osoba 800 PLN/2 osoby łowiące Pakiet wędkarski zawiera: - odebranie z hotelu w Bangkoku i przejazd klimatyzowanym pojazdem, - sprzęt wędkarski i przynęty (2 wędki), - opieka przewodnika podczas połowów, - 6 godzinne połowy, - powrót do hotelu klimatyzowanym pojazdem. 1 dniowe wędkowanie na spinning na żmijogłowa wielkiego w jeziorze w Minburi Cena pakietu: 770 PLN/osoba Pakiet wędkarski zawiera: - transfer z i do hotelu, - sprzęt wędkarski i przynęty, - opieka przewodnika podczas połowów, - wynajęcie łodzi, - 10 godzinne połowy. 1 dniowe połowy zróżnicowanych gatunków karpia i suma w jeziorze Now Nam. Cena pakietu: 915 PLN/osoba 800 PLN/2 osoby łowiące Pakiet wędkarski zawiera: - odebranie z hotelu w Bangkoku i przejazd klimatyzowanym pojazdem, - sprzęt wędkarski i przynęty (3 wędki), - opieka przewodnika podczas połowów, - 10 godzinne połowy, - powrót do hotelu klimatyzowanym pojazdem.
Jezioro Corrib należy do najbardziej rybnych wód Irlandii. W jego toni żyje przede wszystkim bardzo duże naturalne stado pstrąga potokowego. Ryby w przedziale 50-60 cm nie są niczym nadzwyczajnym, gdyż często łowi się tu sztuki wielokrotnie większe, przekraczające 4,5 - 5 kg masy!Zarezerwuj transportTransfer Na lotnisko Do hotelu Miejsce odbioru Miejsce docelowe Miejsce odbioru Miejsce docelowe Nazwa lokalizacji / hotelu Godzina wylotu Godzina przylotu Numer lotu Godzina wylotu Godzina przylotu Dorosłych Dzieci Niemowląt Dzień transferu Godzina odbioru W jedną stronę Tam i z powrotem Ile dużych bagaży Ile małych bagaż Wybór pojazdu Cena za transfer w jedną stronę Imię i nazwisko Narodowość Telefon kontaktowy do transferu Adres email
Wszystkie te wędki są dostępne w Willy’s Shop. Co można złapać w Stardew Valley? Oprócz ryb o różnej rzadkości, są szanse, że Twoja wędka będzie kołowrotkiem w jakimś śmieciu. Twoja lokalizacja zmieni również prawdopodobieństwo wyrzucenia dobrego połowu. Łowienie ryb w Stardew Valley to nie tylko prosta minigra.W zeszłym roku pierwszy dzień jesieni witaliśmy na wybrzeżu Algarve. Temperatura powyżej 30°C. Słońce. Bezchmurne niebo. Błękit oceanu. Czerwień klifów. Taką jesień lubię! :) Zatrzymaliśmy się w Carvoeiro, miejscowości pomiędzy Faro i Lagos (czyt. Lagosz – wszystko, co ma na końcu 's’ jest w portugalskim 'eSZem’, nawet Nuno Gomes[z]). Mieszkaliśmy w położonym na klifie hotelu – „Tivoli Carvoeiro”, który mogę zdecydowanie polecić. Nie ma w okolicy hotelu, który oferuje tak wspaniały widok na ocean, pyszne śniadania, urozmaicony 'bufet obiadowy’ i dodatkowo ceny nie są z kosmosu. W ogóle ceny w Portugalii są bardzo przystępne i piszę to nie z perspektywy nierzadko chorych szwajcarskich cen, które mi towarzyszą codziennie, ale z punktu widzenia osoby, która przelicza każdą walutę na złotówki. Ok, franki musiałam przestać przeliczać na złotówki, bo gdybym robiła to dalej, na obiad jedlibyśmy chleb z masłem, popijając wodą z kranu ;) Ale nawet w Szwajcarii zdarza się, że ceny produktów we frankach po przeliczeniu na złotówki są niższe niż w Polsce (np. elektronika, perfumy). Wybrzeże Algarve obejmuje całe południowe wybrzeże Portugalii, od 'końca Europy’ – „Cabo de São Vicente” („Przylądka Świętego Wincentego”, czyli najbardziej na południowy zachód wysuniętej części Europy) – aż do granicy z Hiszpanią. Zachodnia część Algarve jest rajem dla surferów – wybrzeże wystawione jest tu na silne działanie fal oceanicznych i wiatru. Południowa część wybrzeża natomiast osłonięta jest przed bezpośrednim naporem fal, a woda ma zdecydowanie wyższą temperaturę. Dodatkowo znajdują się tu piękne, różnorodne plaże, urocze zatoczki i wysokie klify. Temat plaż poruszę w kolejnym poście dotyczącym Portugalii (przedstawię Wam najładniejsze z nich, które udało mi się odwiedzić). Teraz chcę się skupić na klifach. I wędkarzach… Widziałam w swoim życiu sporo wędkarzy. Hobby naszego szwajcarskiego sąsiada to również wędkarstwo – kochamy to jego hobby, bo często w letnie weekendy słyszymy dzwonek do drzwi i wiemy, że łowy były udane, a na obiad będziemy smażyć jakiegoś szczupaka lub sieję. Ale, ale… Zarówno sąsiad, jak i ci wędkarze, których widziałam, to sobie trochę tak na luzie i w spokoju te ryby łowią. To, co zobaczyłam w Portugalii trochę przyspieszyło bicie mojego serca. Czegoś takiego w tym swoim życiu jeszcze nie widziałam. Łowienie z klifów. Raz nas ten 'spektakl’ przyciągnął na dobre pół godziny. Obserwowaliśmy z paroma innym osobami Pana, który stojąc na samym kraniuszku klifu, twardo na nogach (moje już dawno zmiękły), wyginając się ostro do tyłu, zarzucił wędkę. I czekaliśmy razem z nim. Coś się tam wędka poruszyła, wędkarz wstał – będzie ryba. Trochę czasu zajęło zanim ją wciągnął, już szykowaliśmy się do oklasków, a tu… ryby nie ma… Oooooo, smuteczek straszliwy. Ale wędkarz się nie poddał, założył robaka, wygiął się ponownie i wędkę zarzucił. Nie wiemy, czy tym razem udało się coś złowić. Woleliśmy odejść, coby się chłop już nie stresował. Ryby, które udaje się złowić, trafiają oczywiście na portugalskie stoły. Najbardziej znanym daniem obiadowym są (przepyszne!) sardynki pieczone na grillu, podawane z ziemniakami i surówką. Ale ulubiona ryba Portugalczyków to dorsz – bacalhau –zasolony i suszony. Robi się z niego tyle potraw, ile dni w roku. Niestety byliśmy tam dni osiem… Ps. Więcej zdjęć znajdziecie tutaj: Statystyki odwiedzin strony (dane Google Analytics) Unikalni użytkownicy: 0 Wszystkie wyświetlenia strony: 928 Unikalne wyświetlenia strony: 547
Tak, w wodach Tajlandii żyje kilka niebezpiecznych gatunków rekinów. Należą do nich żarłacz tygrysi, żarłacz byk i żarłacz biały. Na szczęście te drapieżniki są bardzo rzadkie w wodach Tajlandii i można je znaleźć tylko z dala od plaż, więc ryzyko ataku jest bardzo niskie.
PlanToys to tajska firma, która od ponad 40 lat tworzy wysokiej jakości drewniane zabawki, które wspierają rozwój dzieci, budują pewność siebie, pomagają rozwijać wyobraźnię i zachęcają do kontaktu z naturą. Założona w Tajlandii w 1981 roku firma za swoje główne priorytety uznaje zrównoważony rozwój i rozwój dzieci. Projektując drewniane zabawki, firma skupia się na bezpieczeństwie dzieci i etapach rozwojowych dzieci, czyli jak zabawki mogą pomóc w rozwoju fizycznym i poznawczym dziecka. Kolejnym bardzo ważnym celem PlanToys jest to, aby tworzone przez nich zabawki nie tylko pomagały dzieciom w pomyślnym rozwoju, ale także rozwijały w nich miłość do natury i pomagały zrozumieć znaczenie ekologicznego i zrównoważonego stylu życia. „PlanToys“ wykorzystuje wyłącznie zrównoważone materiały i metody produkcji, zapewnia zrównoważone wykorzystanie zasobów naturalnych i stara się tworzyć jak najmniej odpadów w całym procesie produkcji. PlanToys jest pierwszą firmą na świecie, która rozpoczęła produkcję zabawek z nieproduktywnego drewna kauczukowego (drewno ze starych plantacji kauczuku). Do produkcji wykorzystuje się drzewa kauczukowe, które nie wytwarzają już lateksu – takie drzewa są po prostu przez rolników spalane. W ten sposób stare gumowe drzewa zyskują drugie życie i nie są po prostu palone, lecz zamieniane w cudowne drewniane zabawki edukacyjne. Ponadto PlanToys poddaje recyklingowi trociny pozostałe po procesie produkcyjnym i produkuje z nich unikalny materiał – PlanWood™, który dzięki swojej elastyczności pozwala na tworzenie zabawek o różnych kształtach i niepowtarzalnych wzorach. PlanWood™ to ekologiczny materiał pozyskiwany z trocin powstałych w procesie produkcji zabawek, który za pomocą obróbki cieplnej formowany jest w pożądane kształty. Przez lata firma „PlanToys“ zyskała uznanie na całym świecie i otrzymała ponad 70 nagród z 11 krajów na całym świecie za przesłanie firmy i produkowane przez nią drewniane zabawki. Wymiary: X X 20cm Waga: 0,18 kg. Zdjęcia produktów są poglądowe, projekty i kolory służą prezentacji produktu. Filmy dołączone do opisu produktu mają wyłącznie charakter informacyjny, zawarte w nich informacje mogą różnić się od samego produktu. Ze względu na cechy wizualne, niektóre szczegóły produktu mogą wyglądać inaczej niż w rzeczywistości, dlatego zawsze prosimy o zapoznanie się z cechami produktu, które są określone w jego opisie. W przypadku pytań prosimy o kontakt telefoniczny +48 22 153 0441 lub mailowy partnerstwo@ PT4646 WięcejMniej Producent wysokiej jakości zabawek drewnianych PlanToys® przykłada dużą wagę do standardów bezpieczeństwa procesu produkcyjnego. Wszystkie materiały użyte do produkcji zabawek PlanToys® są nietoksyczne i przyjazne dla środowiska, więc rodzice mogą mieć pewność, że ich dzieci będą bezpieczne podczas zabawy nimi. Wszystkie produkty PlanToys® spełniają międzynarodowe normy bezpieczeństwa, w tym ASTM (USA) i EN71 (Europa). PlanToys był pierwszym producentem zabawek drewnianych w Tajlandii, który w 1999 roku otrzymał uznawany na całym świecie certyfikat standardu zarządzania jakością ISO 9001, co świadczy o zaangażowaniu firmy w jakość i doskonałą obsługę klienta. Wszystkie zabawki PlanToys® wykorzystują drewno kauczukowe bez żadnych dodatków chemicznych. Na 3 lata przed zbiorem drzew kauczukowych wykorzystywanych do produkcji PlanToys® zaprzestaje się nawożenia gleby, na której rosną. W tym okresie chemikalia są naturalnie usuwane z drzew kauczukowych i dopiero wtedy wykorzystuje się je do produkcji zabawek. W procesie suszenia drewna nie są używane żadne chemikalia. Zabawki PlanToys® są produkowane wyłącznie przy użyciu nietoksycznych farb na bazie wody, bez ołowiu i innych metali ciężkich i chemikaliów. W produkcji materiału PlanWood™ wykorzystywane są pigmenty organiczne, które są przyjazne dla dzieci i środowiska. W 2005 roku firma zaczęła stosować kleje z certyfikatem E-0 (wolne od formaldehydu), aby maksymalnie chronić dzieci przed toksycznymi substancjami. Do pakowania produktów firma używa biodegradowalnego i ekologicznego tuszu sojowego zamiast tuszu chemicznego. PlanToys® to producent zabawek, który spełnia najwyższe standardy jakości, bezpieczeństwa i ochrony środowiska oraz zasady zrównoważonej produkcji. Więcej o normach jakości i bezpieczeństwa zabawek dowiesz się TUTAJ. Produkt posiada znak CE. Znak CE na produkcie oznacza, że jest on bezpieczny dla dzieci i spełnia najwyższe wymagania dyrektyw Komisji Europejskiej.
ozdobny (thalassoma pavo) jest klasycznym towarzyszem nurkowania. 1. Przylądek KamenjakTen. wspaniały cypel leży na najbardziej wysuniętym na południe krańcu Istrii i jest otoczony systemem podwodnych jaskiń, które są domem dla rzadkich fok śródziemnomorskich. Krystalicznie czyste wody przypominają gigantyczne akwarium, pełne ryb i
Łowienie ryb? Zawsze miej ze sobą VISpas Bardzo dużo wód z kartąVISpas Holandia jest rajem dla wędkarzy. W porównaniu z innymi krajami mamy bardzo dużo wód połowowych, do łowienia w większości z nich upoważnia VISpas. VISpas tworzy wraz z Wykazem Wód Połowowych (Lijsten van Viswateren) pisemne zezwolenie.
Nawet 10 lat pozbawienia wolności i grzywna w wysokości do miliona bahtów (ok. 124 000 zł) - taka kara grozi tajskiemu turyście, który na swoim profilu w mediach społecznościowych opublikował zdjęcie siebie na rafie koralowej. Rafa koralowa jest niezwykle ważna. Utrzymuje przy życiu około 1/4 wszystkich organizmów morskich, pomaga w produkcji tlenu w oceanie, a także przechwytuje dwutlenek węgla. Niestety przez ostatnie kilkadziesiąt lat ubyło jej aż o połowę. Wpływ na to miały zanieczyszczenie wody, łowienie zbyt dużej ilości ryb oraz zmiany klimatu. Żeby zapobiec jej dalszej degradacji, część koralowców objęta jest ochroną. Okazuje się jednak, że nie każdy respektuje to prawo. Ostatnio głośno zrobiło się o pewnym turyście, który opublikował zdjęcie siebie na rafie koralowej. Tajlandia. Turysta zrobił sobie zdjęcie na rafie koralowejW połowie lutego Wisutr Rattanasathian opublikował na swoim profilu w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym siedzi na rafie koralowej przy Koh Khram Noi. Zdjęcie 45-latka błyskawicznie obiegło sieć, docierając do Departamentu Zasobów Morskich i Przybrzeżnych w Tajlandii. Sprawa została zgłoszona na policję. Według urzędnika, który złożył skargę, rafa koralowa przedstawiona na zdjęciu Rattanasathiana to Porites Lutea - gatunek koralowca kamienistego z rodziny Poritidaektóry, który jest chroniony przez tajskie prawo.Mężczyzna został oskarżony o stwarzanie ryzyka dla zagrożonego gatunku. Jeżeli sąd orzeknie, że 45-latek jest winny, będzie mu grozić kara nawet 10 lat pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości miliona bahtów, czyli około 124 000 także: Fala przebiła szybę promu i woda wpadła do środka. Wśród pasażerów są ranni [WIDEO]Turysta powiedział, że nie zamierzał uszkodzić rafy. Dodał, że był pewien, że siedzi na skale. Przyznał również, że choć zdjęcie opublikował dopiero niedawno, to zostało zrobione w ubiegłym roku.Wędkarstwo morskie to specyficzna metoda połowów. Trzeba właściwie stwierdzić, że są to dwie różne metody w jednej. Surfcasting, czyli łowienie z brzegu, wymaga sprzętu umożliwiającego podanie przynęty na bardzo duże odległości, łowienie z kutra natomiast sprzętu niezwykle wytrzymałego, gdyż podlega on bardzo dużym obciążeniom przy łowieniu dorsza.
Kolorowe kaskady owoców i warzyw, których nazw nie sposób spamiętać, kopce wonnych przypraw, wiadra pełne krewetek, potężne tusze egzotycznych ryb wepchnięte pomiędzy bryłki lodu. Ktoś zachwala towar, ktoś macha ręką szeroko się przy tym uśmiechając, ktoś z wdziękiem baletmistrza lawiruje pośród przechodniów, ściskając w ręku miskę parującej zupy. Z boku na pustym stole, nie bacząc na przelewający się wokół gwar, śpi kilkuletnie dziecko. Bazar to świat. Przyciąga z magnetyczną siłą, obiecuje więcej niż jesteś w stanie sobie wyobrazić, a potem robi wszystko, abyś bez końca błądził po jego krętych ścieżkach. Takich światów są w Tajlandii setki, tysiące, miliony. Ale nawet w tej nieprzebranej mnogości ten uznać trzeba za wyjątkowy. Czarujące lokalne targi Talad Rom Hop – Rynek Złożonych Parasolek wypełza z targowych hal, biorąc we władanie pobliską linię kolejową. Biegnące pośród straganów tory giną pod stosami wszelakiego towaru. Tuż obok na niskich zydelkach przysiedli handlarze. Naraz codzienną krzątaninę przerywa ostry jak smagnięcie batem gwizd. Zza zakrętu wytacza się pociąg. Rozpięte nad torowiskiem markizy nikną jedna po drugiej. Kupcy powolnym ruchem zgarniają towar – ale tylko ten, który leży bezpośrednio na szynach. Same podkłady kolejowe nadal w wielu miejscach przypominają stragan. Tymczasem wolno sunie naprzód. W oknach turyści, błyskają flesze aparatów. Wagony przetaczają się dosłownie kilkanaście centymetrów od kupieckich zydelków. A kiedy już przejadą, targ za nimi wraca do poprzedniego kształtu niczym morze po przejściu statku. Znów pojawiają się markizy, kosze z owocami i słodyczami wracają na szyny. Do następnego razu. Foto: Materiały prasowe Pociąg przejeżdża tędy kilka razy dziennie. - Przyznam szczerze, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem o tym targowisku, nie mogłem uwierzyć, że naprawdę istnieje. Do czasu, gdy nie zobaczyłem filmiku w Internecie. Postanowiłem, że przy najbliższej okazji zobaczę to na własne oczy. Rynek Złożonych Parasolek od Bangkoku dzieli niespełna 70 kilometrów. Turyści zaglądają tutaj stosunkowo często a mimo to bazar nie zatracił swojego pierwotnego charakteru. Tymczasem unikatowych miejsc, w których możemy podejrzeć codzienne życie, nierzadko uświęcone wielowiekową tradycją, jest w Tajlandii całe mnóstwo. Foto: Materiały prasowe Zostańmy jeszcze przez chwilę w okolicach Bangkoku. 60 kilometrów na zachód od miasta zajrzeć możemy na kolejny targ – tym bardziej niezwykły, że handel w dużej części prowadzony jest tam z pokładu łodzi. Około piętnastej na alejkach po obydwu stronach kanału panuje jeszcze względny spokój. Na palnikach grzeją się garnki z lokalnymi potrawami. Tu i ówdzie pokłady obsiedli pierwsi goście, którzy z niewielkich miseczek wybierają noodles i niewyobrażalnie ostrą zupę. W popołudniowym słońcu skrzą się rozłożone na łodziach bukiety kwiatów i owoców. Obok pływający salon masażu. Przechodnie zaglądają też do sklepików na nabrzeżu. Można w nich kupić pamiątki, ręcznie farbowane płócienne bluzki i spodnie, lokalne potrawy. Z każdą minutą tłum gości będzie gęstniał. Pływający targ w Amphawie na dobre zaczyna rozkwitać po południu i tętni życiem w weekendy, aż do wieczornego zamknięcia. Osiedle przez wieki zamieszkiwała społeczność kupców. Swoje towary przewozili właśnie łodziami – po pierwsze były one pojemne, po drugie stanowiły najszybszy w okolicy środek transportu. Dziś Amphawa, podobnie jak Talad Rom Hop stała się turystyczną atrakcją. Na szczęście jednak nie przeobraziła się w skansen, który trwa wyłącznie po to, by stanowić egzotyczne tło dla pamiątkowych fotografii. Klienci się zmieniają, ale handel i cała związana z tym otoczka toczy się jak przed wiekami. Goście, którzy nie chcą się ograniczyć do zjedzenia lokalnych potraw i zakupu pamiątek, mogą się wybrać na rowerową przejażdżkę po okolicy, zajrzeć do świątyni Wat Bang Kung, albo wybrać rejs rzeką Maeklong. Foto: Materiały prasowe Tymczasem wracamy do Bangkoku. Szybki lunch przy jednym z ulicznych straganów (street food w tajlandzkiej stolicy nie ma sobie równych!) i znów jesteśmy na wodzie. Zadaszona łódź tnie wodę potężnej rzeki Chao Phraya, pokonuje śluzę i po chwili kluczy w bocznych kanałach. Mijamy eleganckie wille i ubogie domki na palach, na brzegu wyleguje się potężny jaszczur zwany „wodnym monitorem”, odziani w pomarańczowe szaty mnisi karmią ryby. Wpływamy w kolejną zaciszną odnogę. Gdzieś tam czeka na nas pani Tam Piyawadi Jantrupon, która prowadzi lekcje gotowania tradycyjnych tajskich potraw. Jakich? Oto pikantna zupa z krewetek, a to smażone kawałki kurczaka zawinięte w liście pandanusa, a to znów kurczak satay w sosie z orzeszków. Na razie oglądamy je na kolorowych zdjęciach zamieszczonych na stronie internetowej. Niebawem sami sprawdzimy, czy trudno je przyrządzić, a przede wszystkim – jak smakują.. Foto: Materiały prasowe Dobijamy do niewielkiego pomostu. Gospodyni wita nas przy bramie swojego domu i prowadzi do niewielkiego ogrodu. Wokół roznoszą się aromaty ziół, a ona opowiada o każdym z nich. To stąd pochodzą przyprawy używane w tutejszej kuchni. Chwilę później stajemy przy palnikach niewielkich kuchenek i krok po kroku staramy się wykonywać kolejne polecenia. Z chaosu składników powoli wyłaniają się kolejne potrawy. Kilka godzin mija niepostrzeżenie. A efekt? Pewnie daleki od ideału, ale kurs z powodzeniem można uznać za zaliczony. Barwy natury - Dlaczego pojechaliśmy akurat tam? Ciepłe morze i piękne plaże poznaliśmy podczas wcześniejszej wyprawy do Tajlandii. Teraz chcieliśmy posmakować czegoś innego: trochę zabytków, ale też zwykłego, miejscowego życia. No i odpocząć od tłumów – przyznaje Ania, która wraz z mężem jeździła trochę po południowo-wschodniej Azji. Odwiedzili też Sukhotai. Położona na północy prowincja ma dla historii kraju znaczenie fundamentalne. To właśnie tam narodziło się pierwsze tajskie królestwo. Do dziś można tam podziwiać pozostałości dawnej stolicy – fragmenty świątyń i pałacu, monumentalne posągi Buddy. Kompleks znajduje się w rozległym parku na terenie miasta Sukhotai. Sporo frajdy sprawia przemieszczanie się po nim wynajętym rowerem. Foto: Materiały prasowe Tłumów brak. Sukhotai to nie tylko chwalebna historia. - Kiedy już się tam dotrze, warto na chwilę wyjechać z miasta i zobaczyć, jak żyje się w okolicznych wioskach – zachęca Ania. Chociażby w Ban Na Ton Chan, gdzie mieszkańcy praktykują znaną od pokoleń technikę farbowania wełnianych tkanin w... błocie o różnych odcieniach. Powstaje ono wyłącznie z naturalnych składników, na przykład owoców hebanowca, pozwalających uzyskać kolor czarny. W innych wioskach północnej Tajlandii znajdziemy też manufaktury, gdzie farbuje się na niebiesko. Barwnik pozyskiwany jest z liści indygowca barwierskiego. Najpierw moczy się w je w roztworze z dodatkiem gipsu tak długo, aż sfermentują. Woda, w której są zanurzone przybiera kolor jasnożółty, zaś po utlenieniu wpada w ciemny błękit. Ciecz zostaje przelana do kadzi, w których będą zanurzane kawałki płótna. Ale najpierw trzeba je do tego przygotować. Foto: Materiały prasowe Materiał obwiązuje się niewielkimi rzemykami, wypycha szklanymi kulkami, spina klamerkami. Wszystko po to, by poszczególne jego fragmenty zabarwiły się w różnym stopniu, bądź nie zabarwiły się wcale. Pożądany wzór można też uzyskać odciskając na płótnie stemple zanurzone w wosku. Wszystko zależy od warsztatu i wioski. Tak spreparowane płótno ląduje w kadzi z barwnikiem, a potem jest suszone na powietrzu. Po godzinie szal, czy bluzka są gotowe. Farbowanie płótna można nie tylko obserwować, ale też samemu zabrać się do pracy – oczywiście pod czujnym okiem miejscowych. Podobnych warsztatów w tajskich wioskach organizuje się całkiem sporo. Tak więc chętni spróbują swoich sił w tkaniu na używanych od wieków krosnach, malowaniu porcelany, a nawet zbieraniu z pól ryżu (kto w Polsce wie, że nie trzeba przy tym brodzić po kostki w wodzie? Przed rozpoczęciem ryżowych żniw, pola są osuszane). Ciekawym doświadczeniem jest również rowerowa wycieczka pośród plantacji palm kokosowych wokół „Ban Takian Tian, the Coconut Village” w prowincji Chongburi. Podczas przejażdżki zobaczymy, jak żyją pracujący na plantacjach mieszkańcy oraz w jaki sposób pozyskiwane jest mleczko kokosowe do wyrobu całej gamy lokalnych specjałów, na przykład kokosowej kawy, której będziemy mogli spróbować na miejscu. I znów: otwarcie na ruch turystyczny nie jest równoznaczne z przemianą wiosek w skanseny. Mieszkańcy nie porzucili tradycyjnych zajęć, a jedynie znaleźli dodatkowe źródło dochodu. Z korzyścią dla obydwu stron. Foto: Materiały prasowe Ludzie z morza Zdjęcie robi niesamowite wrażenie. W prześwietlonej słońcem błękitnej toni unoszą się dwaj mężczyźni. W dłoniach trzymają zaostrzone bambusowe tyczki, jeden z nich zarzucił na ramię sieć. Wygląda to trochę tak, jakby kroczyli po dnie, całkowicie zespoleni z morzem. Oto Mokeni, zwani też Morskimi Cyganami. Można ich spotkać na wyspie Koh Lanta położonej na Morzu Andamańskim, choćby w wiosce Sangka U. Mają swój język, zwyczaje, wierzenia. Nikt tak do końca nie wie, kiedy i w jaki sposób pojawili się na południu Tajlandii. Według najbardziej prawdopodobnej hipotezy, przywędrowali z Malezji. Kiedyś prowadzili koczowniczy tryb życia. I choć na Koh Lanta zdołali zapuścić korzenie, pozostają wierni praktykowanej od stuleci profesji. Trudnią się połowem ryb, zaś sztukę tę opanowali do perfekcji. - Podczas wakacji na południu Tajlandii, byliśmy w jednej z ich wiosek. Proste drewniane chaty na palach, stojące częściowo w morzu. Inny świat. Trudno go poznać, pewnie też do końca zrozumieć. Zobaczyć: na pewno warto – mówi Ania. Foto: Materiały prasowe Kolejna fotografia, i znów piorunujący efekt. Z morza, które mieni się błękitem i zielenią sterczy wapienna maczuga opleciona skrawkiem lądu. U jej nasady wyrasta długi, wielobarwny ogon. Dachy zielone, czerwone, niebieskie – gęsta masa domostw tu i ówdzie przerywana drewnianą nitka przystani. Na wodzie kołyszą się łodzie. To z kolei Koh Panyee w Zatoce Phang Nga – rybacka wioska, której historia sięga XVIII stulecia. Na stałe mieszka tutaj około 1500 osób. Duża ich część, tak jak przed wiekami, trudni się połowami. Zdjęcie z lotu ptaka pozwala uzmysłowić sobie, jak niezwykłym pomysłem było zbudowanie osiedla w takim miejscu. Unikatową atmosferę tego miejsca poczujemy jednak dopiero zagłębiając się w labirynty krętych ulic, gubiąc pośród posadowionych na palach domów, podziwiając miejscowy meczet (w wiosce mieszka społeczność muzułmańska), wreszcie docierając do piłkarskiego boiska, które trzy dekady temu miejscowi chłopcy zbudowali sobie wprost na wodzie, w oparciu o konstrukcję ze starych rybackich sieci i kawałków drewna. Można powiedzieć: wydarli je morzu. I właśnie to zdanie najpełniej oddaje specyfikę życia na południu Tajlandii. Morze jest tutaj właściwie wszędzie. To ono nadaje rytm ludzkiemu życiu, wyznacza jego horyzont. Nawet jeśli na chwilę stracimy je z oczu, nie pozwoli o sobie zapomnieć. Tak jest w Krabi, gdzie jego chłodny oddech wdziera się się do miasta, niesiony przez wody rzeki Pak Nam, prześlizguje się po napęczniałych od żaru zaułkach, miesza z ciężkim całunem zapachów, który spowija targ Maharaj i wyciąga nad samo nabrzeże, skąd widać już zabudowania wyspy Koh Klang – domu dla pięciu tysięcy muzułmańskich mieszkańców. Foto: Materiały prasowe Tajscy buddyści oraz muzułmanie, żyją tu w zgodzie od pokoleń. Wyprawa na ich ziemię zajmuje zaledwie kilkanaście minut, a jest trochę jak podróż w czasie. Gwar miasta szybko ginie w ostępach namorzynowego lasu, który raptem otwiera się na posadowioną na palach wioskę. Można odnieść wrażenie, że rytm życia tutejszej społeczności nie zmienił się zbytnio od stuleci. Rybacy zdecydowali się jednak nieco uchylić przed przyjezdnymi drzwi do swojego świata. Warto wybrać się w taka podróż, by zobaczyć jak mieszkają, w jaki sposób budują swoje łodzie, jak łowią ryby i kraby. Niektórych rzeczy można spróbować samemu, na chwilę wejść w ich buty. Turyści, którzy tak właśnie zrobili, zgodnie podkreślają, jak bardzo pouczające ot doświadczenie. Bo podróżowanie nie powinno się przecież ograniczać się do spędzania czasu na plaży... A Tajlandia to nie tylko zabytki i morze, ale też fascynujący ludzie.evYfRt.